ZMĘCZENIE SAMOTNOŚCIĄ POZA SCHEMATEM – z zapisków artystki

PASJA – MORFINA LUB GWÓŹDŹ DO TRUMNY

Śniadanie spędziłam na rozmowie z moją mamą, która postanowiła w sposób bardzo konkretny przekazać mi, czym objawia się krytyk wewnętrzny. Rok temu zapisała się na kurs malarstwa. Malowała odkąd pamiętam. Nie były to doskonałe, akademickie obrazy. Ale były wystarczająco dobre, żeby udekorować nimi mieszkanie. Wszystko było idealnie do momentu, aż postanowiła się „doszkolić”. Malowanie z przyjemności, stawało się więc wyzwaniem. Pojawiła się możliwość wystawy prac w instytucji, która ma wojskowe korzenie. Moja mama siedzi już trzeci dzień zamknięta w czterech ścianach. Z łodzi podwodnej na szarym spienionym morzu wychodzi jej bardziej coś na kształt trumny. Narzucona, bardzo nieciekawa tematyka okazała się zresztą do niej gwoździem.

„Po co wydawałam tyle na farby, skoro nic mi nie wychodzi? Jestem już na to za stara!”

No tak. To z pewnością wina starości, skoro wena ucieka. To wina starości, gdy zamiast toskańskich winnic zaczynasz malować klaustrofobiczne szare łodzie podwodne. Jedyne co mogę powiedzieć o starości to tyle, że moja rodzicielka na starość po prostu dała się zamknąć w schemat.

Oczekiwała, że skoro posiada pasję którą kocha, nic nie będzie w stanie tego zepsuć. Pasja będzie zawsze przy niej. W chorobie, w deszczowych dniach i w momentach podłego nastroju. Malarstwo będzie jak morfina. Moja mama trafiła na mój gorszy moment w życiu, jeżeli chodzi o tworzenie. Moment, w którym jestem zbyt zmęczona walką o byt i nie jestem w stanie zrealizować swoich założeń.

PŁYNĄĆ Z PRĄDEM, ABY ODPOCZĄĆ

Nie jestem przekonana o tym, co decyduje o moim rytmie pracy i kiedy objawi się wena. Bardzo chciałam ustalić, co sprawia, że jestem wyczerpana po spotkaniach autorskich lub trudniejszych sesjach. Co sprawia, że nie mogę zaplanować nic przez trzy dni po większym spotkaniu? Co sprawia, że nie mam energii na nic? I jak temu przeciwdziałać?

Czasami całymi dniami wpatruję się w pusty dokument. Kursor miga jakby chciał mnie zahipnotyzować. Nie pojawia się żadne mądre słowo od którego mogę zacząć. Zupełnie, jakbym zamknęła w sobie podświadomie jakieś drzwi.


A czasami całymi dniami piszę. Jestem jak w transie i żadna czynność, z robienie obiadu włącznie, nie jest wstanie przerwać strumienia kreatywności. Cały jednak czas nie wiem, co decyduje o tym, że drzwi nagle się otwierają. Zrobiłam więc jedyną rzecz, którą mogłam dla siebie zrobić. Odpuściłam. Czasami trzeba na moment puścić ster, żeby nie zwariować. Tak jak w przypadku wpadnięcia w poślizg. Musisz puścić hamulec. I zaufać dalszym okolicznościom.

OD BUTÓW MANOLO BLANSHIKA PO ZABURZENIA OBSESYJNO KOMPULSYWNE

Tak jak szara łódź podwodna, tak samo szary i przerażający wydał mi się z początku serial „Girls”. Przyznaję, że od kilku lat nie mam w pokoju telewizora i uważam to za jedną z najlepszych decyzji w życiu. Czasami jednak poszukuję inspiracji w czynnikach zewnętrznych. Będąc nastolatką oglądałam „Seks w wielkim mieście”. Oglądałam bezmyślnie, pewnie jak większość fanów tego serialu. Dzisiaj ta produkcja jest krytykowana nawet przez samą odtwórczynię roli Carrie. Zarzuca się jej brak wiarygodności i to, że bohaterki to przedstawicielki bogatej niszy, nie zaś większości społeczeństwa. W „Girls” główna bohaterka Hannah jest nieforemna, średniej urody, fatalnie ubrana i zagubiona. Wygląda raczej na 50 lat niż 24. Kontrast pomiędzy tymi dwoma obrazami był z początku dla mnie tak wielki, że pierwsze odcinki znosiłam bardzo ciężko. A potem zrozumiałam przesłanie.

To co łączy postać Hannah z Carrie to to, że obie są pisarkami. Obie przeżywają doświadczenia po to, aby je opisać. Przy czym Carrie robi to bezrefleksyjnie, patrząc na garderobę wypchaną butami od Manolo Blanshika. Poznajemy ją jako modną kobietę, która pisze felietony. Nie znamy jednak drogi jaką musiała przejść zanim się taka stała.

Hannah natomiast nie ma na czynsz Łapie się różnych dorywczych prac z bardzo marnym skutkiem. Droga jej do spełnienia marzeń prowadzi z samego środka piekła. Do tego dochodzi dominująca samotność i brak wsparcia, bo każdy z jej bliskich przyjaciół jest tak samo zagubiony jak ona. Gdy w końcu dostaje szansę i podpisuje kontrakt z wydawnictwem, okazuje się on dla niej… gwoździem do trumny. Nie jest w stanie napisać tekstów, których oczekuje od niej wydawca. Grozi jej pozew sądowy za brak wywiązania się z kontraktu. Głoduje, obcina włosy, i w krytycznym momencie następuje u niej zaostrzenie objawów choroby psychicznej.

Chciałoby się nią wstrząsnąć i dla jej własnego bezpieczeństwa zamknąć w schemacie. Chce się dla niej spokoju i dobrze płatnej pracy w korporacji. Pozostajemy jednak bezsilni, bo w głębi serca zdajemy sobie sprawę, że to zabiłoby jej marzenia. Z resztą serial zaczyna się od rozmowy Hannah z rodzicami, którzy stwierdzają, że nie chcą czekać, aż około 30-tki ich córka boleśnie się przekona, że życie nie polega na spełnianiu marzeń. Odcinają ją od pieniędzy natychmiast po ukończeniu szkoły.

Widać wyraźnie, że chcą przeżyć życie na swoich warunkach zanim przyjdzie starość i nie można ich za to winić. Pokolenie Hannah to dzieci nieobecnych rodziców, którzy nie udźwignęli tej roli lub nadwyrężyła ich ona do tego stopnia, że podjęli świadomą decyzję o odcięciu więzi. To pokolenie zagubione, czuje się gorsze, niekochane i pominięte. Nie mogą nic poradzić na to, że płyną z prądem, bo ilekroć chwycą ster – jego utrzymanie okazuje się zbyt trudne.

Tekst i fotografia: Ezo Oneir

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s