Pod słońcem Toscolano Maderno

Kobiety uwielbiają proste historie z happy endem. Płaczemy ze wzruszenia, gdy bohaterka sponiewierana przez życie stawia wszystko na jedną kartę i nie mając nic do stracenia – wyrusza po przygodę. Dlatego tak kochamy podróże. Każda wyprawa ma w sobie namiastkę wolności i pozwala złapać dystans do codziennych problemów.

Do Toscolano Maderno nad jeziorem Garda, poleciało na wakacje z kreatywnym pisaniem 10 kobiet. Twórczynią, organizatorką i prowadzącą zajęcia była Justyna Niebieszczańska. To dzięki Niej spędziłyśmy tydzień w raju, w którym każda zostawiła cząstkę siebie.

Podobno Włosi boją się Polek. Jesteśmy uważane za furiatki, bo potrafimy skręcić awanturę o wszystko, ze szczególnym uwzględnieniem zmian czasowych w rozkładzie jazdy. Już w samolocie każda z nas marzyła, żeby za parę chwil sączyć powitalne drinki na tarasie z widokiem na jezioro Garda. Nic z tych rzeczy. Beztroskiemu Adonisowi, który przyjechał po nas na lotnisko z 1,5 godzinnym opóźnieniem szybko zrzedła mina. Nie, nie byłyśmy dla niego niemiłe. Po prostu potraktowałyśmy go zgodnie z naszą słowiańską naturą – chłodno. Może też z tego względu uparcie wyłączał w busie klimatyzację, bo marznął pod wpływem naszych spojrzeń. Nie tylko zresztą on. Na drugi dzień nastąpiło załamanie pogody i padało aż do wieczora. Najwyraźniej przywiozłyśmy w bagażu polską aurę. Na szczęście nie królowała długo.

„W tym tygodniu zależy mi najbardziej na tym, żeby to były Twoje wspaniałe wakacje. Bądź tu szczęśliwa”.

Justyna Niebieszczańska – fragment listu do każdej z uczestniczek.

Niebawem naszą wojowniczą naturę zastąpił błogi zachwyt. Było słońce, plaża, wieczorne rozmowy przy winie i dni wypełnione pisaniem. Całkowicie odmienna kultura życia odzierała nas dzień po dniu z warstw nieufności i waleczności jak cebulę. Tam, w Polsce, rywalizujemy i udowadniamy swoje racje. Tutaj mogłyśmy poczuć się bezpiecznie. Z dala od codziennych obowiązków i z dedlajnami odwieszonymi na kołek, odkrywałyśmy prawdę o sobie. Przerabiając, analizując i transformując własne emocje, niekiedy wybuchałyśmy jak gejzery. Warstwa po warstwie zdejmowałyśmy onieśmielenie, lęk, wstyd. My, silne, wojownicze Słowianki płakałyśmy w chwilach słabości, wzruszenia, słuchając wzajemnych opowieści. Oddawałyśmy się radościom życia – słońcu, wodzie, rozkoszy jedzenia. A potem chwytałyśmy za pióro i wylewałyśmy na kartkę to, co przyniósł dzień. Wszystko wokół było inspiracją, ale największą byłyśmy dla siebie nawzajem.

Były wśród nas takie, które celebrowały spokój i takie, które spokój burzyły. Introwertyczki i ekstrawertyczki. Każda z innym bagażem doświadczeń i tego, co przywiozła w sercu, aby wyjechać z Toscolano silniejszą, odmienioną, z nowymi postanowieniami i marzeniami. Podczas gdy my rozkoszowałyśmy się włoskimi upałami, Polska płakała strumieniami deszczu i poniewierała chłodem. Tym bardziej nie chciałyśmy wracać. Każdego wieczora witał nas coraz to bardziej okrągły, wschodzący Księżyc. Słuchałyśmy pobliskich kurantów zdając sobie sprawę, jak szybko płynie czas. Trunki z miejscowej winiarni pozwalały na chwilę zapomnieć, że to tylko tydzień.

Ciernie w naszych sercach zamieniałyśmy w słowa. Justyna wiedziała, że tak będzie. Już pierwszego wieczoru każda z nas znalazła przy łóżku teczkę z planem tygodnia, powitaniem, osobistym listem i fragmentem wiersza:

Nothing is obscure to me; it’s all right there,
wherever my eye or my mind leads me.
My road is sad but brightened by the sun;
and everything on it, even shadow, is in light.

Umberto Sabaa „To my soul”

Nic nie jest dla mnie niejasne – wszystko jest w porządku, dokądkolwiek zaprowadzi mnie oko lub umysł. Moja droga jest smutna, ale rozświetlona słońcem i wszystko w nim, nawet cień, jest jasnością.

Pisałyśmy:

„Przybyłam pod Bramę Przeznaczenia. Nie widzę celu. Rozglądam się, lecz oślepia mnie ostre słońce. Szept losu rozpraszają ulotne myśli. Delektuję się szumem fal, smakiem owoców i rozmową na każdy temat. To wszystko na co mnie stać w tym momencie, a przecież dookoła tyle pomysłów na powieść. Ona przyjdzie, wiem to”.

Zadanie: „Opis z metaforą”, czas: 3 minuty. Autor: Ezo Oneir.

Analizowałyśmy:

Miłość jest gęstsza niż zapomnieć
przejrzystsza niż pamiętać
rzadsza niż fale są wzburzone
częstsza niż ponieść klęskę

jest nocna i szaleńcza
i nie być mniej nie może
niż morze które głębsze
potrafi być niż morze

miłość mniej zawsze jest niż walczyć
mniej nigdy niż ocaleć
mniej większa niż najmniejsze zacząć
mniej mniejsza niż żyć dalej

jest mocna i słoneczna
w niej śmierci więcej nie ma
niż w niebie które świętsze
potrafi być niż niebo

Opisz autora wiersza – jak wygląda, czy jest kobietą, czy mężczyzną?

Chwaliłyśmy swoje serca:

„Dziękuję za to, że bijesz na przekór okolicznościom, a Twój głos nie daje się zagłuszyć. Dziękuję, że wskazujesz mi drogę, która nie jest najprostsza, ale zdecydowanie jest warta tego, aby nią podążać”.

Zadanie: Podziękuj swojemu sercu. Czas: 3 minuty.

Czytałyśmy książki z podręcznej biblioteczki:

„Tworzenie własnej historii i polubienie siebie wymaga wielkiej odwagi”.

„Dary niedoskonałości” Brene Brown.

I po tym wszystkim, do Polski przywiozłyśmy słońce, które nie odpuszcza do dziś.

Ps. W ostatni dzień bus przyjechał po nas 1,5 godziny wcześniej… Zdaje się, że nie tylko my się czegoś nauczyłyśmy.

Rekrutacja na kolejny writing retreat trwa. Można się zapisać TUTAJ.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s