ŚWIADOMOŚĆ SIEBIE – lśnij, bo jedynie tak rozświetlisz mrok wokół

dnia

STRACH MA WIELKIE OCZY – CZAS OTWORZYĆ SWOJE

Był rok 2012, a ja dusiłam się w kolejnej korporacji w której powoli zabijał mnie pracoholizm. Uciekałam w ten sposób od życia i wychodziło mi to doskonale. Każdy z nas robi to na swój specyficzny sposób. Nie lubię wspominać siebie z tamtego czasu. Cechowała mnie ignorancja i brak świadomości żywcem z epoki kamienia łupanego. Prawda jest taka, że wcale nie kierowała mną chęć władzy czy pieniędzy. Kierował mną strach pod różnymi postaciami. Ten, który miałam w sobie, dodatkowo sycił się nieprzychylnymi okolicznościami w które popadałam. Co się zatem wydarzyło? Co sprawiło, że z dnia na dzień zrezygnowałam z tamtego życia, przyzwoitych pieniędzy, wysokich stanowisk i że postanowiłam zostać artystką?

To nie jest tak, że w końcu „wzięłam się w garść” i „przemyślałam, że chcę być szczęśliwa”. To najbardziej krzywdzące frazesy jakie funkcjonują obecnie i wciąż mają się dobrze. Jeżeli ktoś chce w nie wierzyć, proszę bardzo. Dla mnie przewartościowanie życia następuje po wielu doświadczeniach, wzlotach i upadkach.

Przewartościowanie życia następuje po zauważeniu, że tkwimy w klatce, a to, co określaliśmy bezpieczeństwem i komfortem – powoli nas zabija. Jesteśmy jak żaby, które nie wyskakują z garnka, bo nie są świadome tego, że woda powoli się podgrzewa. To zaskakujące, że w pewnym wieku musimy od nowa uczyć się, jak prawidłowo oddychać, odpoczywać, odnajdywać szczęście i proste przyjemności. Najwyraźniej przez pierwsze 30 lat życia uczymy się tego, jak przetrwać i dostosować się do materialnego świata. Tego jak żyć – uczymy się dopiero później i już sami. To nasza wewnętrzna podróż.

Życie zaczyna się wtedy, kiedy nabywa się świadomości samego siebie. W starych strukturach ego nazywa się ten stan kryzysem wieku średniego. Po wyzwoleniu się ze starych struktur, nazywa się ten stan świadomością. Nagle zaczyna nas mdlić od pędu życia, które jest zadaniowe, puste, nastawione na lęk przed przyszłością i pełne obciążeń z przeszłości. Pociągamy za hamulec awaryjny bez względu na konsekwencje. To już nie odwaga, ale walka o przetrwanie duszy. Nagle wszystkie tłumione pragnienia i uczucia sprawiają, że nie tyle patrzymy, co zaczynamy widzieć. Strach nas już nie dotyka.

TWÓJ TALENT TO TWOJA TOŻSAMOŚĆ

Kreatywność to prosta droga do otworzenia serca na świat. A odczuwanie sercem jest bezcenne. Dostrzegamy wtedy szczęście w najdrobniejszych przejawach świata. „Miej serce i patrzaj w serce”- cytat Adama Mickiewicza nie jest przypadkowy. Stanowi część mojej historii, którą musiałam przeżyć. Czasami musimy zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, aby wybrzmiały w nas nasze talenty oraz świadomość ich ważności. Uważam, że ta prawidłowość nie jest przypadkowa i pozwala docenić to, co przychodzi z trudem. Jeżeli coś przychodzi z łatwością, często nie nadajemy temu odpowiedniego znaczenia. Istnieje to w naszej przestrzeni i przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Ale jeżeli na drodze pojawia się ktoś, kto próbuje podważyć nasz talent – budzi się w nas wewnętrzny obrońca. Przynajmniej tak jest ze mną.

Podobno najlepszą rzeczą, którą możesz dla siebie zrobić, to „wstać rano i się od siebie odpieprzyć”. Racja. Mogę być swoim największym krytykiem, ale nie wrogiem. Odróżniaj zawsze pogardę i hejt od krytyki. Wszelka krytyka zawsze powinna być konstruktywna. Takiej też powinno się wymagać od nauczycieli. Pierwszych nauczycieli nie wybieramy. Zastajemy ich w domu, w szkole. Lepią nas i formują, bez względu na to, czy tego chcemy czy nie. Dla obecnych pokoleń mit nauczyciela jako mentora, osoby o zdaniu nie do podważenia, już nie funkcjonuje. W moich czasach byłam ostatnim rocznikiem, które nie podkładało pinezek na krzesło i posłusznie za karę stało w kącie, a dorosły zawsze miał rację.

W domu i poza nim, w kręgu przyjaciół i znajomych uważano, że mam talent pisarski. Umiałam wyrazić uczucia słowami, które wychodziły z mojej głowy całkowicie poza świadomością. Bardzo jednak nie odpowiadało to mojej polonistce. Pytała mnie na każdej lekcji i bez względu na poziom wypowiedzi zawsze wstawiała tróję. Raz miała na tyle zły humor, że w ciągu jednej lekcji postawiła mi cztery jedynki. Wstałam i oznajmiłam, że lepiej będzie jak wyjdę, bo zaraz będzie ich dziesięć. To było karygodne, niewyobrażalne, całkowicie poza kontrolą. Czysta nienawiść. Brałam udział w olimpiadach i konkursach polonistycznych, m.in. w tematyce romantyzmu i właśnie Adama Mickiewicza. Nie przystopowała. Na maturze postawiła mi dwóję, bo mogła. Konsultowało się bowiem komisyjnie jedynie oceny potencjalnie niedostateczne. A ja? Wciąż kochałam pisać. Dwa lata temu spotkałam ją po osiemnastu latach. Pamiętała mnie. Wręczyłam jej moją książkę z autografem. Nie czułam żalu. Przeszłości nie należy nosić w worku na plecach. Po prostu należy znać swoją wartość i nie dopuszczać do tego, aby zdanie innych było naszym brzemieniem.

NIENAWIŚĆ INNYCH TO ICH WŁASNY BÓL

Słowa zabijają, ale należy pamiętać, że bardzo często wypowiadane są bezmyślnie i zapominane przez ich autora zaraz po tym jak wybrzmią. Nienawiść innych wynika z ich wewnętrznego bólu o którym nie mamy pojęcia. Mogą dawać tylko to, bo nic innego nie mają do zaoferowania. Nasza postawa ich boli i uwiera. Ale to nie jest nasz problem. Od nas zależy, czy przyjmiemy ich „prezent” do siebie i usprawiedliwimy cudzą nienawiścią swoje własne wątpliwości.

Możemy nie czuć się mocni i gotowi do działania, ale jeżeli cokolwiek można nazwać grzechem, to odrzucenie własnego talentu. Niewykorzystany dar boli z roku na rok coraz bardziej, bo stanowi zaprzeczenie własnej tożsamości. Wielu z nas jest już świadomych swoich pragnień. Odkłada je jednak mimo wszystko na później. To błędne koło.

Prokrastynacja to nieprzetransformowany strach. Strach przed porażką, krytyką, fiaskiem, ale przede wszystkim przed weryfikacją naszych działań przed samym sobą. Boimy się, bo marząc latami, nasze marzenia postawiliśmy na zbyt wysokim piedestale. Punkt ważności miażdży nas ilekroć pomyślimy, że możemy po nie sięgnąć. Są zbyt nieosiągalne, bo sami je takimi wykreowaliśmy w naszej głowie.

Wydawać się może, że wydaniem pierwszej książki przekułam bolesne doświadczenie w zrealizowane marzenie. Nie mogło być lepiej. Czyżby? Zabolało to wiele osób, których marzeniem było wydanie własnej powieści. Zyskałam wielu milczących obserwatorów, którzy śledzą każdy mój krok, ale nigdy nie wychodzą z ukrycia. To podziw czy nienawiść? Nie wiem. Prawdopodobnie to specyficzna mieszanina tych przeciwstawnych uczuć doprawiona szczyptą zazdrości. Bardzo trudno o konkretne działanie w przypadku takiej mikstury. Stąd obserwowanie i wymowna cisza. Niektórzy jednak nie wytrzymali. W dniu premiery, kiedy jeszcze książki nie było w sprzedaży, ale pojawiła się w katalogu premier w Empiku – otrzymałam 11 pustych opinii z 1 gwiazdką. Musiałam czekać na 40 pozytywnych recenzentów, żeby średnia wyniosła 4:0. W wiadomościach prywatnych otrzymuję informacje, że „Burze na Słońcu”, bo o tej powieści mowa, zmieniły ich postrzeganie. Niektórzy zakreślają na żółto całe strony, bo identyfikują się z tym, co napisałam. Ale są też tacy, którzy trzymają w szufladzie kilkanaście swoich powieści i okazali święte oburzenie tym, że ośmieliłam się wydać swoją przed nimi. Od nich z kolei otrzymałam informację, że jestem grafomanką, nie mam za grosz przyzwoitości i piszę o rzeczach, o których nie mam pojęcia. Co ciekawe – pisałam akurat o swoim życiu, własnej transformacji i doświadczeniach.

Czy takie postawy, całkowicie irracjonalne, sprawiły, że umarłam pod stosem kamieni? Nie. Bo nie przyjęłam prezentu, jakim jest bezpodstawny hejt. Bo kocham pisać. Obecnie wydaję trzecią część trylogii. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. To co inni mówią, bądź robią, jest projekcją ich własnej rzeczywistości i ich własnego snu. Jeśli staniesz się odporny na opinie innych, nie padniesz ofiarą niepotrzebnego cierpienia. Jeszcze jedno. Nakręcanie spirali hejtu dotyczy każdego z nas, nawet, jeżeli uważamy, że działamy w dobrej wierze. Nim kogoś skrytykujesz lub negatywnie ocenisz jego działania – sprawdź najpierw co siedzi w tobie. Nie jesteś od tego, żeby oceniać, czy ktoś dobrze lub źle spełnia swoje marzenia. Jesteś od tego, aby spełniać własne. Jeżeli nie podoba Ci się cudzy obraz, po prostu wyjdź z galerii. Nie musisz go zdejmować ze ściany. Dla innych może okazać się inspiracją. W końcu jak mawiał Jiddu Krishnamurti – zdolność do obserwacji bez oceniania jest wyższą formą inteligencji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s