UWAŻNOŚĆ ORŁA – czyli o tym, jak kreować świadomie swoje życie

dnia

„Za moim oknem nad rzeką Hudson, szybuje wielki ptak. Widzę go od wielu dni, jak żegluje po niebie, unoszony przez nieposkromione wichry omiatające wyspę. Na jastrzębia jest za duży. Nie wygląda też na mewę. Dalej na północ w dolinie rzeki jest pełno orłów. Trudno mi uwierzyć, że to orzeł, ale ptak zdaje się doskonale wiedzieć, czym jest: orłem. Nie przedstawia się z imienia – uosabia je. Artyści są właśnie takimi ptakami, branymi przez innych ludzi i samych siebie za kogoś innego, unoszonymi przez prądy naszych marzeń (…). Będzie, co będzie – to dla artysty standardowy modus operandi. Musimy wierzyć w sens tego, co robimy, sięgać wzrokiem poza namacalne rezultaty naszej pracy. Artyści wszystkich wieków mówili o natchnieniu. W naszych czasach rzadko mówi się o tym, że sztuka jest doświadczeniem duchowym. A jednak sama istota przeżyć twórczych ma charakter mistyczny”.

Powyższe słowa pochodzą z książki „Droga Artysty” Julii Cameron. Stanowią dla mnie wstęp, od którego wychodzę prowadząc autorskie warsztaty wyzwalania kreatywności. Kreatywność bowiem jest dla mnie katalizatorem wszelkich zmian i zwrotów życiowych.

ZOBACZ SWOJE ŻYCIE SWOIMI OCZAMI

Każdy z nas rodzi się z darem, który czyni go wyjątkowym. To może być talent, życiowa misja lub to, co zwyczajnie czyni nasze życie spełnionym. Artystyczna dusza to brzmi dumnie. Ze względu na wrodzoną polską skromność, musiałam się kiedyś zdobyć na odwagę, aby tak się określić. I nie była to nawet kwestia asertywności, raczej poczucia, że „jeszcze dużo do doskonałości mi brakuje”. Szybko jednak zweryfikowałam ową „skromność” jako najzwyklejszy program ograniczający dążenia, który kazał mi biec „z tłumem” zamiast swoją wybraną drogą. Biegłam więc, stawiając sobie poprzeczki i przyrównując się do innych… i cierpiałam. Aż w końcu stanęłam, rozejrzałam się wokół i uśmiechnęłam się do własnej naiwności. Oczywiście że cierpię i doświadczam poczucia pustki, skoro patrzę na moje życie oczami innych. Oczyściła mnie prawda oczywista, iż każdy ma swoje spojrzenie i wyraża je poprzez pryzmat własnych doświadczeń.

Jestem z pokolenia, które wokół własnych celów postawiło regały z książkami największych motywatorów. Dopiero przecieramy oczy – współcześni „Mistrzowie” to zwykły biznes. Mam poczucie że oswobadzamy się powoli z więzów – pozwalamy sobie na pójście własną drogą i cenimy się za odwagę. Zrzucamy te więzy w postaci przekonań naszych dziadków i rodziców, stereotypów, ograniczeń, poczucia, że szczęście można tylko gonić, lub dane jest tylko nielicznym, bicia się z poczuciem wpojonego obowiązku wobec innych (nie mylić ani z egoizmem, ani z poświęcaniem się, które wcale nie oznacza szlachetności). Wiedza, oświecenie, doświadczanie, otwarcie serca. Ustanie walk „w imię czegoś” na korzyść przekonania, że z niczym walczyć nie musimy. A zmieniać świat najlepiej zacząć od siebie. Wiele powrozów do rozplątania…
Niekiedy przepracowanie własnej wolności zajmuje całe życie.

ODWAGA IDZIE W PARZE ZE SZCZĘŚCIEM

Przychodzi na szczęście taki czas, gdy jesteśmy gotowi i zaczynamy rozumieć. To odkrycie w sobie świadomości jest jak drugie narodziny. Nie potrzebujemy już cytatów z naszych regałów, bo ich mądrość mamy w sobie. Teraz my możemy być ich autorami – o ile odważymy się kreować rzeczywistość, a nie tylko być jej obserwatorem. Wybór należy do nas. Ale jeżeli na tę odwagę się zbierzemy, nasze życie zaczyna strzelać fajerwerkami małych cudów. Nagle okazuje się, że każda książka którą czytaliśmy, jest dokładnie o tym samym. O nas. A szczęście nie jest towarem limitowanym, ani celem do którego dążymy, tylko naszym sposobem dążenia do celu.

Zmienia się postrzeganie. Rzeczywistość wydaje się niejednoznaczna w zależności, w jaki sposób zdecydujemy się ją odczuwać. No i uważność – w postaci częstego stawiania sobie pytań typu „Co takiego zadziało się w moich myślach lub działaniu innych, że zdołało zmienić mój tor postrzegania?”. Lub bardziej konkretnie: „Dlaczego jestem poirytowana?”. Czy może „Dlaczego emanuję takim szczęściem …i jak je zatrzymać?”.

DOŚWIADCZANIE EMOCJI, A TROSKA O SIEBIE

W pewnym momencie pojawia się też naturalna potrzeba obcowania z innymi ludźmi i doświadczanie poprzez nich. Patrzymy na każdego z osobna jako na kogoś, kto potencjalnie może odegrać znaczącą rolę w naszym życiu i pojawił się w ściśle określonym celu. Czasem zadaniem napotkanej osoby jest po prostu wzbudzenie w nas jakiejś myśli lub odczucia. Często dana osoba prowadzi nitką do innej, tej właściwej. Praktycznie każdy może nam zaoferować jakąś lekcję – o ile będziemy chcieli potraktować innych jako swoich nauczycieli. Niektórzy okazują się naszym odbiciem, chociaż mają swoją rzeczywistość i nie muszą być do nas podobni… Z perspektywy czasu wiem, że nie warto wchodzić z początku w każdą relację zbyt głęboko. W pewnym momencie okazuje się, że równowaga emocjonalna jest lepsza od sinusoidy słodko – gorzkich doświadczeń. Koniec końców pokochanie siebie i tego kim jesteśmy, oznacza troskę o spokojny sen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s