DRZWI DO ZAŚWIATÓW

– czyli o darze z którego zrodziła się twórczość „Poza Rzeczywistością”

„Nie potrafię tego wyjaśnić. Mogę jedynie opowiedzieć o tym, co widziałem, a i tak język okazuje się zbyt ograniczony. To naprawdę jest nie do opisania – te wszystkie widoki, dźwięki, wymiary, kolory, zapachy”. 

                                                                            Richard Sigmund, My Time in Heaven

Był taki czas, kiedy fascynowała mnie przyroda. Nie umiałam patrzeć na innych i ich „czytać”, bo przeżywałam wewnętrzną transformację. Byłam pusta w środku. Rodziłam się na nowo. To był początek 2014 roku, a ja byłam w żałobie po śmierci przyjaciela. Świata uczyłam się od postaw, od najdrobniejszych szczegółów. Z tamtego czasu pamiętam ciszę w TEJ rzeczywistości i wyczulone zmysły na odbiór TAMTEJ.

Zupełnie, jakbym była pomiędzy dwiema przestrzeniami. Nie było to jednak uwięzienie. Czułam, że mam wybór, które drzwi przekroczę. Miałam wglądy do obu światów, chociaż jeszcze wtedy z tego powodu odczuwałam irracjonalny strach. Teraz, z perspektywy czasu uważam, że przestrzeń duchowa jest bardziej moim domem niż rzeczywistość, którą znamy. W tym świecie robiąc rzeczy zwykłe i powtarzalne, maksymalnie co odczuwam to umiarkowane zadowolenie z odhaczenia zadania.

Mój przyjaciel w snach oprowadzał mnie po tamtej przestrzeni. Do tej pory nie jestem w stanie opisać kolorów, które tam widziałam. W palecie barw jaką znamy z ziemskiej egzystencji rozpoznałam jedynie specyficzne połączenie bordo, ciemnej czerwieni i aksamitnego w odbiorze ciepłego fioletu. Być może dlatego moje zdjęcia z tamtego okresu są przesycone purpurą. Niebo miało kolor czarny, chociaż było widno. I jestem pewna, że miałam świadomość bycia bardziej „w górnej przestrzeni na uboczu” niż na konkretnej planecie. Uczucia? Spokój, błogość, poczucie, że nic nie ma znaczenia i ważności, jaką tutaj sprawom nadajemy. Ale przede wszystkim odczuwalna była wszechogarniająca wszystko miłość. Nie czułam upływu czasu. Zupełnie jakby nie istniał. To uczucie pozbawiało mnie chęci pośpiechu i czyniło zadaniowość czymś, co nie ma najmniejszego sensu. Bo czas ma zastosowanie tylko do wypełniania ziemskich zadań i najwyraźniej jedynie na ziemi istnieje. W innych przestrzeniach nie ma znaczenia wszystko, co istnieje na ziemi. Dzisiaj wiem, że to nie były zwykłe sny, ale coś, co pozwoliło mi wkroczyć poza rzeczywistość. Pomiędzy światami, które pojmowałam zmysłami w dzień, a w nocy odwiedzałam w marzeniach sennych – spędziłam przynajmniej trzy miesiące. Potem z dnia na dzień, mój kontakt z przyjacielem słabł. Aż w końcu poczułam, że nie mam już dostępu do tamtego świata. Drzwi zniknęły. Nikt, kto tego sam nie doświadczył, nie jest w stanie pojąć tego umysłem. I tego, że od tej pory wszystko co materialne i ziemskie jawi mi się jako depresyjne i zwyczajnie brzydkie. Nie opuszcza mnie też przekonanie, że jesteśmy tutaj wysłani po prostu do ciężkiej roboty.

Od tego czasu trafiają w moje ręce świadectwa osób, które doświadczyły śmierci klinicznej. Opisy zgadzają się co do odczuć i opisów przyrody, a także barw. Pozostała część bardzo się różni, zupełnie, jakby zaświaty materializowały wariant rzeczywistości najbardziej zbliżony do wyobrażeń podświadomości danej osoby. Przykładowo w przypadku książki Richarda Sigmunda (katolickiego duchownego) niebo przedstawiono mu jako kryształowy przepych wypełniony wiecznymi pieśniami chwały. Jest kilka punktów wspólnych, które zapamiętałam, ale możliwe jest również to, że wpuszczono mnie jedynie do „poczekalni”. Przedsionka, który łączy dwa światy. Punkty wspólne co do których mogę się zgodzić to swoista architektura nieba – ogromne przestrzenie, które pokonuje się bez najmniejszego wysiłku, kolumny i bramy, pomieszczenia bez okien, raczej przypominające wielkie namioty z powiewającymi firanami zamiast ścian.

Najbardziej jednak zdumiał mnie opis tronu Boga. To nie jest coś, co widziałam na własne oczy, ale gdy przeczytałam ten opis, poczułam deja vu:

„Wszystko w Niebie płynie w kierunku Tronu i wypływa z niego. Kiedy już tam jesteś, okazuje się, że wszelki ruch kieruje się w stronę Tronu: wszystko, co wychodzi spod obłoku, znajduje się w niesamowitych i pięknych pojazdach albo spada z góry”

Uważam, że ten opis jest zbyt materialistyczny i mimo wszystko „zbyt ziemski”. Ja bardziej wizualizowałam to jako lśniącą fontannę o wielu gałęziach, które wibrują zagłębiając się blaskiem w czerń, po czym wracają z powrotem do światła.

Od podróży po tamtych przestrzeniach minęły cztery lata. Czy obecnie zdarza mi się tam podróżować? Nie, ale gdy zasiadam do tworzenia, czasami powstaje złota nić połączenia. Nie odczuwam tamtych emocji i nie widzę purpurowych roślin pod czarnym niebem, ale sztuka pozwala mi zobaczyć więcej. To „coś” –  ten niewytłumaczalny, niepokojący, pozaziemski aspekt –  materializuje się w moich obrazach. Tutaj też ma swój początek nazwa marki, którą stworzyłam. Poza Rzeczywistością to nic innego, jak znaki z innej przestrzeni uwiecznione w oczach moich modeli. To opowieść o ich podróży duchowej.

GHOST © Ezo Oneir, modelka: Daria Dąbrowska

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s